czwartek, 19 listopada 2009

Czyżbym był socjalistą? :)

[opublikowane pierwotnie 2007-07-23]

Wczoraj "popełniłem" tekst o zawłaszczaniu przestrzeni publicznej, pod którym MZ w komentarzu stwierdził, że chciałby (jeśli dobrze zrozumiałem), żeby cała przestrzeń była prywatna, co moim zdaniem nieuchronnie musi doprowadzić do poszatkowania każdej piędzi ziemi płotami, murami i zasiekami opatrzonymi napisami "Private!"...
Nie jestem (wbrew tytułowi) jakimś nawiedzonym socjalistą, ale boję się takiego świata. Mam nadzieję, że to wizja utopijna, choć gdy patrzę na to, co się dzieje dookoła (vide: "Czy branding jest bardziej fair od tradycyjnej reklamy?"), to wcale mi za wesoło nie jest.

Nie mogę się z Marcinem zgodzić, ponieważ przestrzeń publiczna jest niezmiernie istotnym czynnikiem umożliwiającym tworzenie jakichkolwiek więzi społecznych. Społeczeństwo jako takie (o społeczeństwie obywatelskim nawet nie wspominając) po prostu nie mogłoby na dłuższą metę istnieć bez tego obszaru.

W tym temacie polecam "No logo" Naomi Klein - nie mówię, że to książka odkrywcza i pozbawiona wielu uproszczeń, ale z pewnością ważna. I nie zapominajmy, że ponadnarodowy wybuch niezadowolenia szerokich grup społecznych na przełomie XIX i XX w. spowodowany był nie tylko pospolitą biedą. Wprawdzie pojęcia przestrzeni publicznej czy społeczeństwa obywatelskiego jeszcze nie istniały, a elity intelektualne czytały raczej Marksa i Saint-Simona zamiast Poppera i Stiglitza, ale skutki takiego podejścia mogą być równie wstrząsające. A żeby tak się nie stało zalecam spacer wśród zieleni :)

I jeszcze dwie kwestie na koniec: o ile się nie mylę, w krajach skandynawskich istnieje zwyczajowe prawo zezwalające na "dzikie" biwakowanie na terenie prywatnym poza miastem - może to jest rozwiązanie? Tylko jakoś ciężko mi wyobrazić sobie Polaków godzących sie na to :) I kolejna: gdyby wszystko odgrodzić i strzelać do intruzów, to gdzie podzialiby się np. miłośnicy freeride'u? :)


Poniżej komentarze ze starej lokalizacji bloga. Zamieszczam je, bo moim zdaniem nieźle uzupełniają moje przemyślenia:

AL:
Krzysztofie - moich kilka refleksji na temat pani guru alterglobalistow, czyli Naomi Klein. Książka w ogóle jest mało odkrywcza i niestety tendencyjna bardzo. Oszem niektóre ze spostrzeżeń pani Klein są trafne, ale w większości wypadków to truizmy o "biednych chińskich czy też filipińskich dzieciakach składających obuwie znanej marki w nieoznakowanych (czyli właśnie no-logo) fabrykach. o wiele ciekawsze wydają mi się spostrzeżenia Tomasza Szlendaka:)

Helaq:
AL, ja sam napisałem, że nie uważam książki NK za odkrywczą :) Nie interesują mnie jednak tu i teraz opowieści o klejeniu kapci - "No logo" wspomniałem własnie tylko i wyłącznie w kontekscie przestrzeni publicznej, bo i o tym pani Klein sporo pisze. A to, co na ten temat pisze jest o tyle istotne z polskiego punktu widzenia, że pokazuje, iż jak zwykle importujemy do tego naszego grajdołka niekoniecznie ciekawe mechanizmy. A tak btw - to, że jest mało odkrywcza, to znaczy, że mało istotna? Nie zgodzę się - sam fakt, że jest o czym pisać w tym temacie świadczy, że temat jest aktualny i trzeba o nim pisać jak najwięcej. Nie każdego poza tym stać mentalnie na bardziej skomplikowane analizy, no i chodzi o nakreślenie zjawiska (a jeśli tak to mierzyć, to "No logo" jest jedną z istotniejszych książek na ten temat).

AL:
Hm...temat jest ciekawy - przyznaję ;) ale właśnie dlatego też zwróciłam Twoją uwagę na Szlendaka. Naprawdę polecam książkę tego autora: "Leniwe maskotki rekiny na smyczy. W co kultura konsumpcyjna przemieniła mężczyzn i kobiety". Może też dlatego, że jest pisana z perspektywy polskiego grajdołka? :)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Tagi

agd (1) agile (2) Agile tuning (2) amica (1) antysemityzm (1) autoserwis (2) biurokracja (2) blog (1) blog polityczny (1) blogger (1) brak tematów (1) branding (2) Chiny (1) content (1) czas wolny (1) dane osobowe (2) defekt muzgó (1) dziecko (1) dziennikarstwo (2) dziura (1) edukacja (1) ekologia (2) employer branding (1) etyka marketingu (1) ezoteryka (1) fail (3) felieton (1) fiat (3) foto (3) fotoblog (1) fun (1) głupi marketing (5) głupota (2) google (1) gospodarka (1) handel (2) hipermarkety (1) hr (1) hrcamp (1) idea (2) indywidualizm (1) informacja (1) innowacyjność (1) instrukcja (2) internet (5) it (1) jacek gadzinowski (1) jan nowicki (1) komiks (1) konferencja (2) kontakty (2) Kraków (1) król dawid (1) kurnik (1) mandat (2) manpower (1) marka (1) mastercook (1) matka kurka (1) misja (1) networking (2) niefrasobliwość (1) niegospodarność (1) nissan (1) obsługa klienta (7) ochrona środowiska (2) organizacja (2) pazerność (1) piłka nożna (1) poczta polska (2) polactwo (1) polemika (1) policja (1) polityka (3) polska polityka (1) pomnik (1) pr (1) prasa (3) prawo (3) profeo (1) project management (2) promocje świąteczne (1) przestrzeń publiczna (3) raport (1) reklama (3) rozwój (1) sąd (1) serwis (1) slogan (2) social media (3) społeczeństwo (1) społeczności (1) szkło kontaktowe (1) translator (1) treści (1) trudny klient (2) tv (1) viamot (2) walentynki (2) web 2.0 (2) więzi społeczne (1) współpraca (1) wykroczenie (2) z dziejów głupoty polskiej (4) zapalenie jaźni (1) zarządzanie (1) zdjęcia (1) znajomi (2)